zwykłą energię Co prawda
„zwykłą energię. Co prawda płótna również nie posiadała, ale za to rozporządzała dwiema chustkami, jakimi kobiety okrywają głowy.
— Strasznie krwawi — stwierdziła. — Znam pewne ziele... ale nic z tego, ani go wiozę, ani tu nie rośnie.
— Whisky — podszepnął Carty.
— Oczywiście. Kto z panów ma whisky
— Dla lekarza czy dla pacjenta — zagadnął gruby pasażer gramoląc się przez otwór drzwiczek.
— Dla pacjenta. No...
— Chwileczkę...
Znowu zniknął we wnętrzu dyliżansu i znowu ukazał się z czarną butelką w dłoniach.
— Cały czas trzymałem pod ławką — wyjaśnił — żeby zbłąkana kula nie trafiła. Proszę.
Odkorkowała, powąchała i zajrzała do środka.
— Niewiele tego — stwierdziła. — Ale musi starczyć, Butelkę zwrócę.
— Tylko butelkę — zmartwił się gruby.
— Można ją napełnić w Cheyenne. I tak piliście zbyt dużo. A teraz, uwaga. Trzymajcie go za rękę. Wyżej. Tak.
Powiedziawszy to chlusnęła na ranę żółtym płynem.
— Oj! — wrzasnął pacjent. — Piecze!
— Tak być powinno.
Krew pomieszana z whisky spłynęła różową plamą na ziemię. — Teraz sprawdzimy.
Wręczyła butelkę Cartyemu. Oburącz chwyciła za rękę.
— Co pani robi! — krzyknął i usiłował się wyrwać, ale bezskutecznie. Mocne dłonie trzymały przedramię jak w kleszczach.“(11)