Pewnego razu aresztowaliśmy
„Pewnego razu aresztowaliśmy ośmiu na ulicy. W takich przypadkach kazałem rozstrzeliwać. Ale Makitos2 pozwolił im zbiec. Potem wzięliśmy tutaj do niewoli dwóch. Jednemu z nich Makitos pozwolił czmychnąć. Ach, więcej chwyciliśmy ośmiu, Makitos puścił najpierw sześciu, dwóch zaś przyprowadziliśmy tutaj. I wtedy pozwolił uciec jeszcze jednemu.
Tego położyliśmy trupem z odległości około trzystu metrów.
Nigdy dokładnie nie wiadomo, czy ma się przed sobą. przeciwnika, czy uciekiniera, a ten chciał się jeszcze rozejrzeć za swoją szczoteczką do zębów czy za czymś innym. To było niejasne. Na wszelki wypadek żeśmy go zastrzelili.
Tak, złe traktowanie, to tutaj rzecz normalna.
Bierze się kogoś do niewoli. Jeśli się to robi, trzeba jeńca porządnie przetrzepać, bo inaczej niczego dorzecznego nie powie. A jak już powie, wtedy — no tak, ponieważ jest rebeliantem, a rebelianci wyjęci są spod prawa — zostaje zabity. To zupełnie normalne. Na ogół nie bierze się jeńców. Jeśli już jednak do tego dojdzie, wtedy się jeńca kawałkuje. Odcina się najpierw prawą nogę, a potem lewą.
M. Gdy byłem w Kongu, mówiłem do belgijskich oficerów „Słuchajcie, nasza operacja kongijska jest operacją NATO, jesteście za nią odpowiedzialni". Tak“(14)