Nowości
Idąc z wolna w stroną
„Idąc z wolna w stroną Janowa, oglądałem ślady śmierci i zniszczenia, licznie rozsiane naokół. Tu i ówdzie na szosie widać było strzaskane wozy, przodki artyleryjskie, jaszcze i pojedyncze działa, rozbite przez granaty i bomby. W rowach przydrożnych leżały odciągnięte na boki trupy końskie. W wielu miejscach świeże mogiły żołnierskie świeciły jaśniejszą plamą wyrzuconej ziemi.
Słońce chyliło się ku zachodowi, na pogodnym dotychczas niebie pojawiły się ciemne, kłębiaste chmury. Po obu stronach szosy wysokie ściany lasu stały nieme, poszarzałe, sczerniałe. Nie wiedziałem wtedy, że noc, która nadciągała z wolna, będzie wstępem do ostatniego aktu naszej żołnierskiej epopei.
Janów, jak należało oczekiwać, był obsadzony przez 38 rezerwową DP. Z odpowiedzi spotykanych po drodze oficerów można było wywnioskować, że ściągnął tutaj również pułkownik Pecka na czele tych oddziałów, które zbierały się w rejonie gajówki Wysoka. Sporo czasu zajęło odszukanie miejsca postoju dowództwa dywizji; na koniec wskazano mi dom w pobliżu mostu, na wschodnim brzegu Wereszycy. Ku swemu niekłamanemu zdumieniu ujrzałem przed kwaterą pułkownika WirKonasa we własnej osobie! Niefortunny dowódca dywizji, który po 48 godzinach odnalazł się tak nieoczekiwanie, miał całą głowę spowitą w imponujący bandaż; nic zresztą poza tym nie wskazywało, aby zdrowie jego miało ponieść poważniejszy szwank. Zasypałem pułkownika gradem pytań Co oznacza bandaż Czy został ranny, gdzie i w jakich okolicznościach Co zatrzymało dywizję tak długo na przedpolu Czy duże poniosła straty i w jakim znajduje się stanie“(1)